Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr tańca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą teatr tańca. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 grudnia 2021

Czy to ewolucja sztuki?

Niestety, miesiące minęły, a mnie tutaj nie było. W głowie w tym czasie powstało wiele tekstów, które jak widać lub nie widać, trafiły nawet nie do szuflady, tylko do zapomnienia. 

Rzadko byłem widzem przez ten czas. Przestałem umieć być widzem. To prawdopodobnie zanikająca u mnie umiejętność. 

Latem zderzyłem się z teatrem ulicznym, który mnie nie zachwycił. To nie tylko wina mojego zniechęcenia do jakości artystycznej obecnej sztuki ale też wypadkowa obostrzeń pandemii. Zderzenie jest tutaj na miejscu. Zderzałem się najczęściej z barierkami ochronnymi okalającymi przestrzeń gry. Nie wiem, kto czuł się przez bezpiecznie. Kuriozum nastąpiło w tych przypadkach, kiedy teatr uliczny a zarazem wędrujący przez przestrzeń miejską ulicami i placami, został zamknięty w kwadrat krat. Przypominało to zamknięcie dzikiego zwierzęcia w klatce w ZOO. 

Wiele zdarzeń już nie rzuca na kolana. Przypomina mi się dowcip, który w tym poście jest na miejscu. Co to jest teatr tańca bez tańca? To teatr ekspresji. Mam wrażenie, że coraz więcej wszędzie ekspresji a mniej jakości i czytelnego przekazu. Nawet tam gdzie niegdyś była pantomima, jest teraz jakiś ruch, najlepiej naturalny, który niczym nie wyróżnia aktora od widza, mistrzowskiego wykonania od amatorszczyzny.

Wszystko zaczyna być in progres. Kocham kiedy twórcy tłumaczą co mieli na myśli, jak bardzo poszukują, eksperymentują. Mam wrażenie, że literacki esej przy tym wszystkim to mistrzostwo formy. 

Sztuka ewoluuje wraz ze zmieniającym się światem. Widocznie są przestrzenie, w których nie chcę się zmieniać. 





wtorek, 16 czerwca 2015

"MINUS 2" poznańskiego Polskiego Teatru Tańca - tytuł niczym ocena wrażeń artystycznych.

Nieco przewrotny tytuł. Aż tak źle to nie było, ale żeby napisać, iż był to spektakl na 4, to już by było za dużo. 

Niestety, spektakl nie zachwycił mnie, chociaż firmowany był znakiem PTT. Zabrakło mi opowieści, a zaprezentowane obrazy nie układały się w znaczącą całość. Już mam dość teledyskowego składania spektakli. "Wo-man w pomidorach" wydawał się dziełem za bardzo posklejanym, ale jednak posiadającym rys dzieła fabularnego. Może przeszłość wydaje się bardziej perfekcyjna od teraźniejszości, ale to już przywilej niedoskonałej pamięci.

Tym razem wita nas tancerz, który walczy jakby ze swoją cielesnością, niby jest w nurcie tańca współczesnego, ale w muzyce słychać rytmy dla dancingów czy potyczek w tańcu towarzyskim. Mogła to być klamra dla jednego z późniejszych zdarzeń i najciekawszego moim zdaniem momentu występu. Mianowicie tancerki i tancerze znajdują w publiczności dopełnienie do swoich par i wspólnych improwizacji. Nie każdy w tym działaniu odnalazł się, ale niektórzy wykonali mistrzostwo świata. Na przedstawieniu, które widziałem improwizacja osiągnęła pułap niekontrolowany. Niektórzy wyłowieni z publiczności tańczyli w kilku poziomach, łącznie z podłogą sceny, zdarzyło się, że i okulary spadały komuś z uszu, a widzom opadały szczęki z wrażenia. Nawet Laban nie byłby w stanie zapisać ruch co niektórych osób, które przed momentem były częścią widowni, a już zostały częścią zespołu tanecznego.

Stał się efekt mniej lub bardziej zamierzony: energia amatorów pogrążyła zawodowców. Ich autentyczność w jakiś sposób sprawiła, że zawodowcy stali się nieatrakcyjni w ruchu i działaniu. Zaplanowana improwizacja zawodowców poległa w szaleństwie działań wywołanych zapewne przez emocję znalezienia się na scenie, dla niektórych po raz pierwszy.

Kiedy powołane do życia na czas jednej spektaklowej sceny pary /zawodowiec+amator/ formują się w dancingową zabawę, można było tym towarzyskim akcentem zamknąć przedstawienie. Była wspomniana klamra otwierająca i zamykająca. Tymczasem dano nam jeszcze obejrzeć coś na kształt pas de trois, co po opisywanym szaleństwie zupełnie poległo. 

Publiczność uratowała przedstawienie, ta tańcząca i bijąca brawo. Jedni i drudzy byli na pięć plus. 

Choreografia nie zachwyciła, zespół owszem sprawny technicznie. Smutne, że patrzenie na żywo na materię tańca miało się nijak do płaskiego filmowego zapisu popisów Mai Plisieckiej, która wciąż zachwyca. 

http://www.ptt-poznan.pl/spektakle/aktualne/minus-2-2010-/